piątek, 8 lutego 2013

Rozdział trzeci


Mężczyzne można "wykastrować" jednym zdaniem: Wolę, abyś był moim przyjacielem niż kochankiem.
Woody Allen.

Przyjaźń poznaję po tym, że nic nie może jej zawieść, a prawdziwą miłość po tym, że nic nie może jej zniszczyć.
Antoine de Saint-Exupery

- Och, przepraszam, niezdara ze mnie- Wydukałam otrzepując tył sukienki który pewnie sie troche ubrudził.
- Prosze nie przepraszać, to ja powinnieniem- Usłyszałam lekko zachrypnięty głos. Od razu podniosłam głowe aby zobaczyć na kogo wpadłam. Okazał się być to wysoki blondyn. Był dobrze zbudowany, jednak nie przebijał Sama i Jacoba. Na jego ramieniu zauważyłam tatuaż podobny do sfory.
- Jestem Bella Swan- Powiedziałam wystawiając przed niego moją ręke. Mężczyzna uścisnął ją a zaraz potem szybko puścił, byłam zdziwiona jego zachowaniem.
- Och, nie powinnienem...- Powiedział zamyślony- Jestem Mark. Jestem ze sfory z Sioux.- Powiedział posyłając mi ciepły uśmiech.
- To wszystko tłumaczy- Powiedziałąm odwzajęmniając uśmiech.- Ale jeśli jesteś wi...- Tu się zawachałm, w centrum było miliony osób!- Tą osobą to nie powinnieneś być indianinem, mieć cały czas 45 stopni?- Spytałam zszokowana.
- Tak, jestem tak chłodny jak ci krwiopijcy. Długo by gadać.- Powiedział machając ręką- Będę jechał do La Push, wybierasz się tam może dziś?- Spytał z nadzieją w głosie. Jego niebieskie oczy śledziły każdy mój ruch.
- Nie wiem...ostatnio pokłuciłam się z jednym z członków ze sfory...- Powiedziałam spuszczając zwrok. Było mi głupio że tak potraktowałam Jacoba i Edwarda.
- Ach, alfa wspominał na coś...Wogule w kółko o tobie gada- Pożalił się. Sam o mnie gada?
- Sam o mnie tyle gada?- Spytałam niedowierzając. On spojrzał na mnie zdziwiony, po czym pokręcił głową.
- Ach, czyli się nie pochwalił?- Spytał jeszcze raz, aby się upewnić- Jake jest alfą, Sam oddał mu to miejsce w watasze. Naprawde ci nie mówił? No powiedz jeszcze że o wpo...- Tu przerwał widząc moją szokowaną mine.- Ach, czyli ty nic kompletnie nie wiesz, ale kaszana...
- Dobra, Jake alfą. Ale co chciałeś...- Nie mogłam jednak dokończyć gdyż podbiegły do mnie moje koleżanki z wieloma torbami ciuchów.
- Och, Bella martwiłyśmys się!- Niemal krzyknęła Jessicka. Co jak co, ale bujać to my a nie nas, mogła od razu mi przekazać że chodzi jej o Michaela.
- Dobra Bell, to ja będę leciał, wpadnij jak wszystko przemyślisz- Powiedział przytulając się do mnie i po drodze puszczając oczko do Jess, a ona mało się nie rozpłyneła na posadzki sklepu!
- Bella!- Pisnęła Angela- To kolejnego przystojniaka nam podrywasz?!
- Nie no cos ty!- Powiedziałam czujać że się rumienie- To stary znajomy- Skłamałam, bo co jej powiem?
- Okey, okey. A ty nic nie kupiłaś?- Spytała zdziwiona Jesicka- Choc widziałam cudną sukienke, wsam raz na ciebie!
I tak minął mi dzień, na zakupach z Angelą i Jessicką. Po osiemnastej wróciłam padnięta do domu gdzie na blacie kuchennym leżała karteczka o taty z informacją że dostał zlecenie kilka miast dalej, i za dwa tygodnie wraca. Westchnęłam, czyli przez dwa tygodnie mam być sama? Grr...na samą myśl przeszły mnie ciarki. Ściągnęłam kurtkę i weszłam na górę do mojego pokoju, gdzie na biurku leżała jakaś zielona,ozdobna koperta. "Co znowu?" pomyślałam. Otworzyłam koperte jednym zwinym ruchem, z niej wyciągnęłam list.

Droga Bello!
Tak trudno uporać mi się z twoją decyzja, lecz szanuje twój wybur. Mam nadzieje że niczego nie żałujesz. Codziennie przychodzę do ciebie kiedy śpisz, nie mogę o tobie tak zapomnieć. Pięknie dziś wyglądałaś, wizje Alice są przydatne. Bello, jesli jednak będziesz chciała do mnie wrócić tylko powiedz a przyjdę. Będę czekał na ciebie ile będzie trzeba! Pamiętaj że Cię kocham!
                                                                                                              Twój Edward
Poczułam że po moich policzkach spływają łzy. On mnie naprawde kocha! A ja go porzuciłam! Jaka ja jestem...Wybuchłam szlochem rzucając się na łóżko z listem w ręce. Nie wiem ile tak leżałam, może godzine, a może i dwie? Wiem tyle że czyjaś zimna dłoń mnie podniosła i usadowiła na łóżku.
- Bello- Usłyszałam akasamitny baryton Edwarda.
- Tttak?- Spytałam jąkając się. Jak on tu sięznalazł? Ach, okno...
- Bello, posłuchaj jesteś cały moim życiem, dlatego chciałbym abyś do mnie wróciła- Powiedział spokojnie spoglądając na mnie "tym" swoim wzrokiem.
- Edwardzie, ja podjełam wybór- Powiedziałam podchodząc do niego.- Nie mogę być z żadnym z was. Trudno zrozumieć.
- Bello, ale ja cię kocham- Przekonywał dalej.
- Nie obchodzi mnie to- Kłamałam, tak naprawdę serce mi pękało kiedy to słyszałam.
- Bello, cholera jasne jesteś moim zyciem!!- Krzyknął zdenerwowany potrząsając mną- Ty tego nie rozumiesz!
- Edwardzie, to boli...- Szepnęłam cicho, gdyz głośnie nie mogłam przez ból. To Edward trzymał mocno mnie za ramie.
- Bello, jesteś moim sercem! Moim życiem, moim światem!- Powiedizął potrząsając mną, robiąc mi krzywde.
- Edward to boli!- Krzyknęłam na tyle głośno by mnie usłyszał.- Wynoś sie stąd! Wyjdź stąd jak najszybciej!
Nim się obejrzałam a wampira nie było już w pokoju. Otarłam szybko łzy które spływały po moich policzkach i złapałam szybko kurtkę i zbiegłam na du. Po zamknięciu domu wsiadłam do szoferki mojego auta i jechałam kierując sie do La Push. "Tylko pietnaście minut, tylko pietnaście minut..." powtarzałam to słowo jak mantre. "Tam mnie ten wariat nie znajdzie...tylko jeszcze dziesięć minut...". Po moich policzkach znów zaczęły spływac łzy. Obraz rozmazywał mi się przed oczami, lecz dzielnie ścierałam je z oczu. Droga do La Push dłużyła się niemiłosiernie, ale jednak dojechałam. Zaparkowałam przed domem Blacków. Było ciemno, więc w kuchni paliło się światło. Szybko wysiadłam z samochodu i zapukałam zapłakana do drzwi. Otworzył mi je jakiś młody mężczyzna podobny do Marka. Jego niebieskie oczy śledziły każdy mój ruch, i patrzyły na mnie tak jakoś dziwnie.
- Cccześc- Wyjąkałam przez łzy- Jest mmoże Jjjacob?
- Nie, jest u Emily, ty jesteś Bella?- Spytał zaczarowany.
- Okey- Powiedizałm pociągając nosem- Tak, jestem Bella. Jeśli pozwolisz ja juz pójde.
- Dobrze- Powiedział- Jetsem Michael.
Jednak mu nie odpowiedziałam tylko wsiadłam do furgonetki i ruszyłam ku domowi narzeczonej Sama. Po pięciu minutach zajechałam pod dom. Dochodziły z niego wesołe śmiechy "super, zepsuje im wieczór" pomyślałam jednak wysiadłam, bałam się wrócić do domu. Weszłam na werande domu i zapukałam delikatnie. Po kilku sekundach drzwi otworzyła mi Emily, na mój widok rozszerzyła oczy.
- Jezu, Bella jak ty...- Nie dokończyła jednak bo na dźwięk mojego imienia obok niej stanął Jacob, on również był w szoku, przecież widział mnie całą i zdrowa pare godzin temu. Zaczęłam zastanawiac się jak ja teraz wyglądam, na pewno mam potargane włosy i zaróżowione od płaczu oczy.
- Co się stało?- Spytał cicho Jacob, ja niewiele myśląc przytuliłam się do niego i poprosiłam cicho czy nie mogłabym u niego zostać.
- Okey, To wy bawcie sie dobrze, ja już pójdę- Oznajmił Jake, po pokoju rozeszło się chóralne "Okey, trzymajcie sie" czy coś podobnego. Wsiadłam do furgonetki na miejsce pasażera, to Jacob zajął miejsce kierowcy. Pod czas tej krótkiej jazdy pytał się mnie co sie stało ale nie odpowiadałam. Kiedy weszliśmy do domu  Marka już nie było, Jake zaproponował abym się wykąpała. Zrobiłam to o co mnie prosił. Zamknęłam sie w toalecie Black'ów i wzięłam prysznic. Zajął mi z trzydzieści minut. Owinięta ręcznikiem kończyłam suszyc włosy. Stałam na przeciw lustra. Wyglądałam znacznie lepiej niż wtedy, chociaż policzki miałam zarużowione od szorowania. Rozmazany makijaż łatwo sie zmył. Nagle przypomniałam sobie że nie mam ubrań. Wychyliłam głowę z łazienki i zobaczyłam na klamce koszulkę Jacoba którą mi przygotował "Lepsze to niż nic" pomyślałam. Tak jak myślałam, bluzka sięgała mi za kolana, mogła służyć mi za sukienke. Dekolt koszulki odkrywał mi troche ramiona na któych zauwazyłam trzy siniaki w kształcie palców, to od uścisku Edwarda. Przejdchałam palcami po sinych miejscach po czym wydałam z siebie jęk bólu. Do łazienki zaczał pukać Jacob, zanim zmieniłam pozycję wszedł do toalety. Jego wzrok podążył za moimi rękoma, czekałam teraz tylko na krzyk...
- Jezu, Bella! To on ci to zrobił, tak?!- Spytał na maksa wkurzony. Nie pewnie pokiwałam głową. "Super, teraz będę sensacją" .
- Zabije...-Powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Nie, nie proszę, zostaw go...- Poprosiłam, nie chciałam żeby coś sie im stało.
- Co?! Ty go jeszcze bronisz? Spójż jak ty wyglądasz!- Krzyknął tak że całe La Push go słyszało.
- Moje życie, moje ciało!- Krzyknęłam tym razem ja "Nie będzie mi mówił szczeniak co mam robić!".
Chłopak wyszedł z łazienki trzaskając drzwiamy, sądząc po odgłosach wszedł do pokoju. Przygryzłam wargę, "Czy dobrze zrobiłąm tu przyjeżdżając?" pomyślałam "Dobrze..." usłyszałam cichy głosik w mojej głosie. Nie wiedziałm co jest gorsze, to że jestem tak zjebana i słysze jakieś głosy czy to że czeka mnie jeszcze jedna rozmowa z Jacobem...
___________________________________________________
Rozdział taki nijaki, pisany na"masz i się odczep" ale mam pomysły na następne rozdziały! Możecie być pewni że nie zabraknie płaczu, krzyku i wielu niespodzianek! Odkryjecie jeszcze pare sekretów watachy. Heuheu, nwm tylko kiedy kolejnego rozdziała napisze, może za dwa dni.







niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział drugi

Był jeden komentarz, no ale i tak dodam :) Nie ma co sie łamać :) Musiałm przepisywać 3 razy :/
_________________________________________________________


Noszę twe serce z sobą (nosze je w swoim sercu)
nigdy się z nim nie rozstaję (gdzie idę ty idziesz ze mną)
cokolwiek robie samotnie jest twoim dziełem, kochanie.
I nie znam lęku przed losem (ty jesteś moim losem)
nie pragne piekniejszych swiatów (ty jesteś mój świat prawdziwy)
ty jesteś tym co księżyc od dawien dawna znaczył
tobą jest co słońce kiedykolwiek zaśpiewa.

Oto jest tajemnica której nie dzielę z nikim
(korzeń z korzenia, zalążek pierwszy zalążka.
niebo nieba nad drzewem co zwie się życiem
i rośnie wyżej niż  dusza zapragnie i umysł zdoła zataić)
cud co gwiazdy prowadzi po udzielnych orbitach.

Noszę twe serce z sobą (nosze je w swoim sercu).
Edward.Estlin.Cummings

Róża jest piekna, choć ma kolce, a kolce zadają rany.
Tak cierpi człowiek gdy kocha, a wie że nie jest kochany
Autor: Nie pamiętam

Miałam świetny pomysł. Pojadę z Angelą i Jessicą na zakupy! Kiedyś do tego zmuszał mnie Alice...nie Bella, nie myśl teraz o Cullenach! Pobiegłam do łazienki biorąc  po drodze wszystkie potrzebne rzeczy, a mianowice białą bielizne, kosmetyczke, sukienke i białe baleriny i pół przezroczyste białe rajstopy, cały zestaw kupiła mi kiedyś moja kochan chochlica 'Alice, dziekuje ci". Szybko ubrałam się i spięłam włosy w wysokiego kucyka.
- Bo Bella- Zaczełam uśmiechając się filuternie do lustra- Ale z ciebie laska
Po czym się zaśmiałam "Gdyby mnie teraz Alice widziała.." pomyślałam, i pewnie widzi w swoich wizjach. Poszukałam jeszcze moją białą skórzaną kurtkę i postanowiłam zadzwonić do przyjaciółek. Wybrałam numer Angeli.
- Halo?- Usłyszałam jej zaspany głos.
- Hej, tu Bella. Pojedziesz ze mną i może Jess na zakupy do Seatll? Tak za 20 minut?- Spytałm szybko schodząc na du, do kuchni.
- Och, pewnie. Spotkamy się pod moim domem- Powiedziała ożywiona- Słuchaj, muszę kończyć pa!
- Pa!- Powiedziałam i  wybrałm numer Jess, w tym czasie tato bacznie mi się przyglądał.
- Halo?
- Hej Jess, jedziesz ze mną i Ang do Seatll na małe zakupy?- Spytałam wiedząc że tak.
- No okey, gdzie i o której?
- Pod domem Angeli za 20 minut- Oznajmiłam biorąc jabłko z misy z owocami.
- Okey, pa!- Powiedziała podniecon i nim zdążyłam sie pożegnać to rozłączyła się.
- Jedziesz na zakupy?- Spytał zdziwiony Charlie wyglądając zza fotelu- Przecież...
- Tak, ale chcę odreagować- Nie dałam mu skończyć, wzięłam gryza jabłka.
- Ale co kochanie?- Spytała marszcząc śmiesznie brwi.
- Zerwałam z Edwardem- Powiedziałm spokojnie choć naprawdę czułam że ściska mnie w żołądku.
- Och, to chyba dobrze!- Powiedział szczęśliwy ojciec- Kup po drodze zakupy!
- Nie zapomnę!- Powiedziałam wyrzucając jabłko do kosza. Założyłam na siebie skórę i wyszłam z domu.
Wleciałm do szoferki auta i pognałam na miejsce spotkania.
- Hej Ang hej Jess- Zawołałam wychodząc z auta widząc że są już obie.
- Wow, Bello nie wiedziałam że masz taki gust!- Zawołała Jess, na co Angela usmiechnęła się krzywo.
- Wyglądasz znakomicie!- Poprawiła Jess.
- Dzięki, to czyim autem jedziemy?- Spytałam spoglądając na dziewczyny. One też były nieźle ubrane. Angela miała jak zwykle rozpuszczone włosy, i lekki makijaż gdyż nosi okulary, ubrana była w zieloną sukienke do kolan a na to dżinsową kurtke (czy coś). Natomiast Jessicka miała ostry makijaż. Ubrana była w szary top bez ramiączek, czarną skórzaną kurtke i dżinsowe szorty, dziś było wyjątkowo ciepło.
- Jedziemy moim autem- Oznajmiła Ang wskazując na swoją terenówkę- Więcej miejsca
- Chodźmy!- Zawołała Jess i pobirgła do samochodu. Zajełyśmy wszystkie trzy miejsca z przodu gdyż były tam trzy miejsca. Po 20 minutach jazdy znalazłyśmy się w Seatll!. Poszłyśmy prosto do największego centrum handlowego. Angela zniknęła w sklepie z sukienkami, a Jessicka w sklepie z bielizną, potem miałyśmy spotkac się u fryziera, chcę zmienić fryzurę. Przechodizłam własnie obok sklepu z męską odzieżą kiedy zobaczyłam sforę, no nie całą, był to Embry, Quil Paul i Jacob który stał właśnie przy kasie. Kasierka patrzyła na niego jak na obrazek, przecież nie codzieni widzi się dwu metrowego faceta, tyle że Jacob miał 2.10cm. On chyba też mnie zauważył bo szybko zapłacił i zaczął iść w moją strone, Zaczęłam udawać że go nie widze. Specjalnie odwróciłam się do gabloty udając że oglądam, choć jej zawartość mnie nie interesowała.  Nagle poczułam czyjąś gorącą rękę na ramieniu, mimowolnie odwróciłam się.
- Hej Bells- Powiedziął mój "były" przyjaciel posyłając mi jeden z tych usmiechów. Skrzywiłam się "Przecież mówiłam im że nie chcę mieć z nimi nic do czynienia"
- Jecon jestem zajęta- Powiedziałam odwracając się.
- Czym?- Teraz spytam się na poważnie, on jest naprawdę taki głupi czy tylko udaje?
- Oglądaniem- Odparąłm udając zainteresowaną wystawą chociaż mogule mnie nie ruszała.
- Bielizny?- Spytał rozbawiony. Teraz dopero zauważyłam pod jakim sklepem stoje, poczułamże rumieni się po nasadę włosów- Mogę ci zawsze pomóc- Zaproponował z łobuzerskim uśmiechem.
- Poradze sobie- Powiedizałam odchodząc ale zatrzymał mnie.
- Emm...wiem że nie chcesz nas już znać ale...- Tu na chwilę przerwał żeby spojrzeć do tyłu na swoich przyjaciół którzy siedizeli na ławce , i się nam przyglądali- może moglibyśmy zostać jednak przyjaciółmi.
"Mówiłam im przecież...!" pomyślałam zla. Ale jednak przyszłość bez nich wydaje się taka...smutna"
- Wiesz co?- Spytałam- Prędzej rzuce się pod pociąg niż kogoś wybiore.
- Bello, nie musisz wybierać- Powiedział spuszczając wzrok. Spojrzałm w jego oczy, krył się w nich smutek i żal.
- Wiesz, muszę to przemysleć...- Powiedziałam.
Indianin uśmeichnął się i przytulił mnie do siebie,
- Ładnie wyglądasz- Szepnął mi na ucho, tak że po moim ciel przeszły ciarki.- Czeakm więc az to przemyślisz, trzymaj się!- Powiedział i odszedł do swoich kolegów.
- Pa- Szepnęłam. Postanowiłam ze pójdę do Angely, muszę się kogoś poradzić. Kiedy szłam taka zamyslona wpadłam na kogoś bardzo twardego...






piątek, 1 lutego 2013

Rozdział pierwszy

Mówią że świat pochłonie ogień,                    
inni mówią: lód                                                                                                                  
lecz wiem jak pali pożądania płomień,              
jestem z tymi którzy mówią: ogień                  
.                                                                    
A gdyby świat dwa kroć ginąć mógł,                                                                  
o nienawiscie wiem dośc,
by rzecz że równie dobry lód,
by niszczyć,
i jest go w bród.
                Robert Frost


Kiedy mówię "Kocham", nie musze mówić "bardzo mocno"
 czy  "do szaleństwa. Bo "Kocham" ma wszystkie te słowa.                                                                                 Kiedy mówię "Nienawidze", nie muszę dodawać                  
niepotrzebne rzeczowniki. Bo "Nienawidze" wyraża
wszystkie moje najgorsze myśli o Tobie.
                                                    Mała Olivia



Ale może zaczne od początku, może nie od samego.
Kiedy wróciłam z Volltery do Forks zastałam w domu miłą niespodzianke.
Mój ojciec spokojnie rozmawiał sobie z młody Black'iem.
Na mój widok Jacob wstał i zaproponował abyśmy się przeszli, z trudem się zgodziłam. 
Jednak ciekawość wziela górę, co chce mi przekazać. Może że złapali Victorię?
Wyszliśmy z domu, kierując się w strone lasu. Podczas tego spaceru dowiedziałam się o co chodzi. Zostałam postawiona przed wyborem. A co najgorsze, kiedy powiedziałam o tym Edwardowi, poparł mojego przyjaciela.
Dziś miałam podjąć wybór, tu i teraz. Na tej polanie, pomiędzy granicami.
- Edwardzie- Zaczęłam- Świecisz jak diament, jesteś jak diament. Ale te kamienie nie są dla mnie.
Kontem oka zauważyłam że Jacob się usmiecha.
- Jacob'ie- Zaczęłam powoli- Jesteś jak ogień, a kontakt z żywiołem musi boleć.
- Bello, nie rozumiem- Powiedizał wampir, ściągając brwi.
- Ja też- Powiedział Jacob, przybierając podobną poze.
- Nie zasługuję na żadnego z was- Wytlumaczyłam, gniecąc ze zdenerwowania swoją niebieską koszule.
- Bello, to nie prawda. Jesteś jak...- Nie pozwoliłam jednak skończyć Edwardowi.
- W takim razie, to wy nie zasługujecie na mnie- Powiedziałam czując że jeśli zaraz z tąd nie odejdę, to się rozpłacze. Jednak kontynuowałam-  Edwardzie, nie powinnam rok temu tak dopytywać prawdy. Jacobie- Tym razem zwróciłam się do przyjaciela- Nie powinnam szukać w tobie pocieszenia. Nie powinnam, wtedy do ciebie przyjeżdżać.
- Bello, to co mówisz...- Zaczął Edward, lecz znów mu przerwałam. Spojrzałam na Jake'a, biedak stał sparaliżowany.
- Nie ważne co wy o tym sądzicie. To mój wybór, prawda? Mam wolną wole, i nie zostaje z nikim!- Krzyknęlam czując że łzy spływają po moich policzkach. Zaczęłam biec. Nawet nie wiem jak znalazłam się w domu. Charlei o nic nie pytał, pozwolił mi iść do mojego pokoju.
Kiedy się w nim znalazłam, rzuciłam się na łóżko, dając upust swoim emocjom.
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Sen:
Weszłam niepewnie na polane. Znałam ją, to tam spędzałam te wszystkie chwile z Edwardem. Kiedy podeszłam bliżej zobaczyłam Edwarda i Jacoba, którzy rozmawiali jak starzy kumple. Zapragnęłam podbiec do nich i przeprosić za moje dzisiejsze zachowanie. Jednak nim zdążyłam ruszyć usłyszałam krzyk Edwarda.
- Bello, nie kocham cię! Nigdy nie kochałaem, i nie będę!

- Ja też!- Poparł go mój przyjaciel. Byłam zdruzgotana. Czułam że zaczęłam płakać. Chciałam podbiec do nich i każdemu osobno dać z liścia. Ale nie mogłam się ruszyć. Wszystko dookoła zaczęło czernieć. Wszystko pochłaniała upiorna czerń...


Rano obudził mnie krzyk. Po chwili zdałam sobie sprawę, że to ze mnie się wydobył.
Spojrzałam na budzik, który stał na szafce nocnej, 7:55. Dziś zaczęły się ferie. Miałam całe dwa tygodnie dla siebie. I co ja będę robić przez ten czas. Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł...